Rewolucja wśród silników nazywa się Diesotto
Pomysłów na budowę silników było bardzo wiele. Dwu, czy też czterosuwowe, benzynowe, diesle czy Wankle. Zrodził się też w Polsce pomysł na połączenie dwusuwu z czterosuwem. Każdy o trochę innej charakterystyce, przeznaczony do innego rodzaju pojazdów. Były też pomysły, a może raczej marzenia aby udało się uzyskać zalety dwóch różnych jednostek. Jedno z rozwiązań tego problemu zaprezentował niedawno Mercedes.
Chodzi tutaj o znane w teorii od dawna połączenie ze sobą dwóch podstawowych w obecnych czasach rodzajów silników – wysokoprężnych jednostek z zapłonem samoczynnym oraz z iskrowym. Paliwem jest zwykła, powszechnie używana etylina. W okolicach obrotów biegu jałowego, podczas rozruchu oraz przy dużym obciążeniu silnik pracuje jak typowy benzyniak – zapłon następuje dzięki iskrze ze świecy. W średnim zakresie obrotów silnik pracuje dzięki samoczynnemu zapłonowi mieszanki. Jest to możliwe dzięki wykorzystaniu układu pozwalającego na zmianę stopnia sprężania w czasie rzeczywistym, a więc na dynamiczną
zmianę pojemności silnika w zależności od obrotów, czy obciążenia. Kolejnym elementem, którego zastosowanie umożliwiło skonstruowanie tej jednostki jest bezpośredni, wysokociśnieniowy wtrysk paliwa – dzięki niemu możliwe jest bardzo precyzyjne dawkowanie paliwa. Wykorzystanie sprężarki mechanicznej, dla możliwości obniżenia pojemności skokowej, a więc skorzystania z dobrodziejstw downsize'ingu stało się bardzo popularne. To samo dotyczy systemu zmiennych faz rozrządu – nie jest on nowością, ale bez skorzystania z niego, trudniej byłoby uzyskać pożądany rezultat. Rzadko stosowanym, choć znanym od dawna rozwiązaniem jest układ stop&go. Wyłącza on silnik po upływie kilku sekund po zatrzymaniu. Jego włączenie następuje po wciśnięciu pedału gazu w ułamku sekundy. Wyeliminowano w tym przypadku tradycyjny rozrusznik, a urządzenie rozruchowe jest połączone z alternatorem.
Pierwszym efektem skonstruowania silnika łączącego obiegi Diesla oraz Otto jest silnik o pojemności około 1,8 litra (około, gdyż silnik posiada układ zmiennego stopnia sprężania). Udało się z niego „wycisnąć” 238 KM oraz ok. 400 Nm – poziom nieosiągalny obecnie dla dowolnego rodzaju silnika o podobnej pojemności, montowanego w samochodach osobowych. Do tego średnie zużycie paliwa, jak ogłosił Mercedes, ma nie przekraczać 6 l /100 km. Jeżeli założymy, że silnik trafiłby pod maskę Mercedesa klasy C, otrzymalibyśmy osiągi na poziomie modelu C 280 ze zużyciem paliwa porównywalnym do taksówkarskiej wersji C 200 CDI. Brzmi zachęcająco, tym bardziej jeżeli spojrzymy na ceny paliw. Nic nie wiadomo jednak, czy i kiedy silnik ten trafi do seryjnej produkcji, w jakich pojemnościach i w których modelach znajdzie zastosowanie. Mimo tego, można przypuszczać, że koncern ze Stuttgartu będzie chciał do końca wykorzystać możliwości i zyski płynące z popytu na modele z tradycyjnymi silnikami diesla.
źródło: auto-news.pl
